Kategorie: Wszystkie | Czytam | Oglądam | Słucham
RSS
czwartek, 03 maja 2012
Inicjatywa czytelnicza - 26 książek w rok

Przeczytałam ostatnio o inicjatywie czytelniczej, która - w skrócie ujmując - zachęca do czytania książki tygodniowo, a więc 52 rocznie. [ Więcej o tym: http://52ksiazki.pl/o-inicjatywie/ ]

Ponieważ wiem, że takie założenie, szczególnie jeśli chce się rozpocząc na początku maja, może byc dla kogoś takiego jak ja (czyt. czytelnika niedzielnego, ostatnio ograniczającego czytanie niemal do minimum, wykręcającego się obowiązkami, któremu w praktyce czas przecieka przez palce bez efektów pracy) nieco abstrakcyjne, więc 26, a więc książka na 2 tygodnie wydaje się bliższe. Spróbowac można, a co! Do końca roku jeszcze trochę czasu, ksiażek z serii "o, zawsze chciałam to przeczytac!" czeka masa, więc do dzieła!

1/26 Miłość w czasach zarazy; Gabriel García Márquez

10:33, ewelina_julia
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 marca 2012
Powrót?

Przypomniałam sobie o tym blogu, ponieważ przypomniałam sobie o czytaniu. Nie, nie, nie zapomniałam literek, nadal potrafię je składac w wyrazy, ale ostatnio jeszcze bardziej niż zwykle zaniedbuję czytanie i poczułam dziś, że mi tego jednak brakuje. Brak czasu brakiem czasu, ale można przecież czytac w autobusach, ograniczyc czas spędzany przed komputerem na przeglądaniu pięciokrotnie tych samych stron albo po prostu stac się bardziej zorganizowanym człowiekiem i znaleźc czas dla literatury. Jest tak dużo książek - klasyków, których tytuły, ba, nawet fabuła, są mi dobrze znane, a których nie przeczytałam, że jest mi wstyd. Nie wiem, czy uda mi się powrócic do blogowania i pisania o książkach czy filmach, ale mam nadzieję, że będę  tu chociaż dodawała tytuły przeczytanych i obejrzanych przeze mnie dzieł, aby "pamiętac bardziej".

Miłego wieczoru, dzisiaj Hrabal i jego ,,Różowy kawaler"!

20:57, ewelina_julia
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 września 2009
Zastój.

Zastój chwilowy. Potop się czyta, zajęć też więcej. Ale obiecuję wywiązać się z kolorowego wyzwania oraz nadrobić zaległości. Słowo książkowego czytacza. ;)

23:54, ewelina_julia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 sierpnia 2009
Nie kłam, kochanie

 

Niestety, choć nie robię tego często, muszę użyć tego sformułowania teraz - niezbyt mi się podobało, nic zaskakującego. "Nie kłam, kochanie" to moim zdaniem przereklamowana, sztuczna i bardzo przewidywalna komedyjka romantyczna. Po kilkunastu minutach oglądania filmu można śmiało przewidzieć dalszy bieg wydarzeń.
Ania (Marta Żmuda), główna bohaterka, jest uroczą dziewczyną trudniącą się ogrodnictwem.  Mieszka wraz z przyjaciółką - Magdą (Magdalena Schejbal) poznaną w domu dziecka, w którym wspólnie się wychowywały. Obie nie mają szczęścia w miłości. Główna bohaterka zafascynowana jest Marcinem (Piotr Adamczyk), zajmuje się jego kwiatami. Marcin to kobieciarz i kłamca, który właśnie znalazł się w trudnej sytuacji finansowej. Kiedy tylko zdąży sobie to na dobre uświadomić oraz otrzymać odmowną odpowiedź od wszystkich znajomych, jakich postanowił poprosić o pożyczkę, dostaje informację o przyjeździe do kraju bogatej ciotki Neli (Beata Tyszkiewicz) z Anglii mającej zapisać właśnie jemu swój majątek. Ciotka postawiła jednak warunek - Marcin musi przedstawić jej swą przyszłą żonę. Od tego czasu na ekranie obserwujemy poszukiwanie wybranki. Przyjaciel Marcina (Tomasz Karolak) radzi mu dzwonić do wszystkich byłych dziewczyn z nadzieją, że któraś zgodzi się umówić na spotkanie. Jak nietrudno się domyśleć, kobiety albo nie mają na to najmniejszej ochoty albo są już zajęte. Wtedy z nieba spada ogrodniczka, którą bohater okłamuje, opowiadając wzruszającą historię o umierającej cioci i jej największym marzeniu - widoku bratanka z narzeczoną. Reszta nie jest już dla nikogo zagadką - Ania zgadza się oddać Marcinowi przysługę i zrobić staruszce tę przyjemność, bohaterowie spędzają miłe chwile, mężczyzna zakochuje się, po czym wszystko się rozpada, gdy kłamstwo wychodzi na jaw. Do tego okazuje się, że ciotka Nela przegrała majątek, grając w ruletkę. Tu następuje rozstanie (przy założeniu, że bohaterowie kiedykolwiek ze sobą byli), a później zgoda i ślub. Wzruszające? Niezupełnie. Realne też chyba nie, bo nie mam pojęcia, jak Ania mogła zgodzić się na zaplanowane przez Marcina okłamywanie rodziny, a następnie mieć pretensje, że sama również została oszukana. Nie wspomnę o tym, że mimo świadomości, iż przez sypialnię Marcina przeszły tabuny kobiet, bohaterka nadal jest w niego ślepo zapatrzona. Dziwi również fakt, że Marcin wcześniej nie dostrzegł Ani, choć widać, że jest piękną dziewczyną (w filmie wytłumaczono, że jest nie w jego typie, jednak trudno uwierzyć, że taki amant, jak przedstawiany jest główny bohater, mógłby powiedzieć o którejkolwiek ładniejszej dziewczynie "nie w moim typie" ). Nieco niedorzeczne jest też to, że mężczyzna, rzekomo odmieniony zupełnie przez chwile spędzone z Anią, nadal ma na względzie głównie materialne dobra i ma nieuzasadnione pretensje o utratę majątku przez ciotkę. Takich niedorzeczności jest trochę więcej.
Chociaż spodziewałam się, iż będzie to przereklamowana komedia, to nie myślałam, że okaże się tak kiepska. Film pozwala wysnuć tezę, że znana obsada nie zawsze równa się świetnemu filmowi. Całość ratuje kilka w miarę śmiesznych dialogów i gra Karolaka oraz pani Tyszkiewicz. Kraków piękny, Trzebiatowska również, ale to niestety nie wszystko. To tyle do wyłuskania z tej produkcji filmowej. Podsumowując, nic nadzwyczajnego, do obejrzenia w przypadku nudy. No dobrze, może nie jest najgorzej, ale po prostu nie ma rewelacji, jest zawód. Ewentualnym moim usprawiedliwieniem dla tych, którzy nie zgadzają się ze mną, może być tłumaczenie, iż może to nieodpowiedni czas albo nie ten nastrój, nie wiem. :) Nie lubię stwierdzeń w stylu "99 minut wyciętych z życiorysu" czy "zmarnowany czas" w odniesieniu do niezadowalających filmów lub książek, gdyż podoba mi się opinia "każdy film warto obejrzeć, chociażby po to, by samemu stwierdzić, że nie warto go było oglądać" ;-)

PS Wiem, że "Nie kłam, kochanie" do nowości nie należy, jednak mam pewne zaległości tak kinowe, jak i literackie, więc możecie się spodzewać, że niekiedy spotkacie się tu z recenzjami "klasyków" albo wielokrotnie już wałkowanych dzieł.

 

 

 

 

 

23:12, ewelina_julia , Oglądam
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 lipca 2009
Słodkie życie - Ewa Maria Morelle

 

W dziale książek biograficznych znalazłam książkę Ewy Marii Morelle, którą chwyciłam najprawdopodobniej ze względu na prostą czarno-białą okładkę, dodatkowo ze zdjęciem ładnej, eleganckiej kobiety, również w czerni i bieli. Chęć przeczytania spotęgował opis, który wyraźnie informował, iż jest to czas PRL-u (który właściwie, nie wiedzieć czemu, darzę sympatią) opisany bez moralizowania i z niespotykaną dotąd odwagą.

Ocena powieści autobiograficznej to dosyć trudna sprawa, biorąc pod uwagę, jak łatwo jest przekroczyć granicę między oceną książki a oceną biografii. Ewa Maria Morelle, znana jako Ewa Frykowska, opisuje swoje życie, które było maratonem zabaw, balang, skandali, miłostek oraz zdrad odbywającym się w PRL-owskiej rzeczywistości. Autorka, po rozstaniu z mężem, szuka swej wielkiej miłości, która, jak sądzi, z pewnością jest jej pisana. Ładna i młoda Frykowska jest świadoma swego kobiecego wdzięku i niekiedy to wykorzystuje. Pierwsza żona Wojciecha Frykowskiego, matka Bartłomieja Frykowskiego, babcia Agnieszki Frykowskiej, uczestniczki polskiej edycji Big Brothera przedstawia burzliwe młodzieńcze życie łódzkiej bohemy. Pisze o ważnych i mniej ważnych przygodach swej młodości. Przedstawia początkowe lata kariery ludzi, którzy stanowią swoisty fundament polskiej kultury. Ukazuje też stosunek ówczesnych ludzi do własnego kraju, życie emigrantów, poszanowanie podstawowych wartości.

Książka nie należy do tych, od których nie można się oderwać, choć nie znaczy to, że jest tak nudna.  Po prostu, mimo tego, że szybko się ją czyta, musiałam ją sobie porcjować. Pewnie nadmiar zakrapianych alkoholem imprez mieszał mi w głowie ;-). Trochę chaotyczna - dla przykładu co jakiś czas pojawiają się wtrącenia o ukochanym synu, o którym właściwie nie ma żadnego konkretu, przez część książki można właściwie zapomnieć, że autorka ma dziecko. W wyniku tego nie jest trudno odnieść wrażenie, że w książce Bartłomiej Frykowski został przedstawiony jedynie jako karta przetargowa pomiędzy autorką a mężem i całą jego rodziną. Nieco zamieszania wprowadzają przydomki nadane postaciom, wśród których obraca się autorka. Ich celem jest zachowanie granic dobrego smaku, co chyba mija się z celem, gdy schowana za nie tak znowu trudnym do rozszyfrowania przydomkiem postać jest publicznie obnażana i dość dosłownie scharakteryzowana. Nawet interesująca, ale burzliwe życie, znane nazwisko i rozliczne znajomości to jednak nie wszystko, by zachwycić czytelnika. Myślę, że można by przedstawić tę historię w nieco bardziej atrakcyjny i zdumiewający sposób. Przyznaję, że spodziewałam się trochę czegoś innego, ale w sumie lektura była ciekawym doświadczeniem.


Młodość ma to do siebie, że jest jeszcze wtedy na wszystko kupa czasu, a ludzie, którzy przekroczyli trzydziestkę, wydają się dwudziestolatkom staruchami.

14:05, ewelina_julia , Czytam
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lipca 2009
Grubazzzki

 

"Grubazzzki" to film, który wybrałam losowo, kiedy postanowiłam obejrzeć jakąś komedię. O ile mi wiadomo, jego reżyserka i scenarzystka Nnegest Likké nie ma w swoim dorobku żadnej innej produkcji poza wyżej wymienioną. Ciekawostką może być fakt, że wystąpiła w filmie jako jedna z puszystych modelek na pokazie mody w końcowej częsci filmu.
Główna bohaterka, Jasmine Biltmore (Mo'Nique Imes-Jackson) to otyła kobieta, która nie akceptuje swojego wyglądu, ale mimo długotrwałych starań nie potrafi stracić zbędnych kilogramów. Nie znosi szczupłych dziewcząt, widząc w nich jedynie zadufane w sobie puste ślicznotki. Jest pracownicą sklepu odzieżowego, sama również projektuje ubrania, twierdząc, że żadna z kolekcji nie ma do zaoferowania nic odpowiedniego dla puszystych pań chcących się modnie ubierać. Nie posiadająca wystarczających funduszy na realizację pomysłów, ignorowana przez szefa jako projektantka, nie jest w stanie rozwinąć skrzydeł w tym kierunku. Doskwiera jej także brak chłopaka, czego przyczyny dopatruje się w swojej nadwadze. Jasmine towarzyszy wierna, także mająca kilka nadprogramowych kilogramów, przyjaciółka Stacy (Kendra C. Johnson) oraz szczupła siostra Mia (Joyful Drake). Życie wszystkich trzech ulega zmianie, kiedy główna bohaterka wygrywa wycieczkę, na którą wspólnie wyruszają. Tam Jasmine poznaje mężczyznę swojego życia - przystojnego doktora Tunde Jonathan  (Jimmy Jean-Louis) z Nigerii, któremu imponują jej pokaźne wymiary i dzięki któremu zaczyna inaczej postrzegać własną osobę. Stacy też przeżywa pełne przyjemności chwile z kolegą doktora Tunde - Akibo (Godfrey), natomiast Mia odbierana jest wszędzie jako wychudzona nieatrakcyjna tyczka. Wszystko przestaje być tak kolorowe, kiedy dochodzi do nieporozumienia i Jasmine staje się zazdrosna o szczupłą zawodową partnerkę doktora Tunde, pakuje manatki i powraca do domu, w którym zmierza się z kompleksami. Nie obywa się jednak bez happy endu - bohaterka odwiedza doktora w jego posiadłości, gdzie okazuje się, że przez cały ten czas na nią oczekiwał, natomiast jej kolekcja ubrań dla pań o obszernych kształtach 'bujna madame' zostaje pozytywnie przyjęta przez sławnego projektanta (przynajmniej pamięć podpowiada mi, że był on projektantem) i przedstawiona na pokazie mody promującym piękno w większym rozmiarze.
Film przedstawia brak samoakceptacji u osób z nadwagą. Otwiera też w pewien sposób oczy na fakt, jak często ignoruje się grubsze osoby na rzecz "wykałaczek".  Nie spodobało mi się natomiast kilka scen, jak np. nadmierne obrzucanie wyzwiskami szczupłych bohaterek tylko za to, że są takie, jakie są (choć rozumiem, że miał to być swego rodzaju komizm), czy rzucanie telewizorem za okno przez Jasmine, kiedy oglądała program z ryczącą otyłą kobietą (choć wiem, że to też miało swą wymowę). Ogólnie, w mojej opinii oczywiście, film jest amerykańską komedyjką, która w dość zabawny sposób obrazuje poważny i istotny problem społeczny współczesności.

 

 

 


 


19:07, ewelina_julia , Oglądam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 czerwca 2009
Przystupa - Grażyna Plebanek

 

Po tę książkę sięgnęłam niejako przypadkiem. Odwiedzając blogi czytelnicze (kiedy to jeszcze nie pisałam własnego), trafiłam na blog z wyzwaniem czytelniczym "Portrety kobiet", gdzie recenzowano "Pudełko ze szpilkami" Grażyny Plebanek. Niedługo po tym odwiedziłam bibliotekę i na jednej z półek dojrzałam "Przystupę" tej samej autorki, więc postanowiłam przeczytać, jako że wspomniane "Pudełko ... " spotkało się raczej z pozytywnym odbiorem.
Przystupa to nazwisko głównej bohaterki, która po młodzieńczych doświadczeniach życia w lubelskiej wsi, gdzie mieszkała wraz z ojcem, macochą i niedorozwiniętym bratem stwierdza 'muszem jechać'. Postanawia wyruszyć do wielkiego miasta, w którym podejmuje pracę sprzątaczki. Najpierw trafia do domu Gwiazdy i Pana. Przy okazji nauki angielskiego przez piosenkarkę, Przystupa przyswaja ów język, co przyda jej się podczas dalszych przygód. Stamtąd bowiem Przystupa przemieszcza się promem do Szwecji, gdzie zamieszkuje u Hyrów - polskiego małżeństwa dewotów, w którym sprząta oraz zajmuje się dziećmi Alanem i Brygidką. Kolejną znaczącą dla bohaterki rodzinę stanowi Pani Słaba, znęcający się nad nią mąż Fin oraz dzieci Nayana i Pirkka. Po zbrodni, która dokonuje się w ich domu dziewczyna zamieszkuje u Baby Jojo wraz z innymi pracującymi na czarno ludźmi. Wtedy to sprząta na tzw. grafik mieszkania kilku osobliwych postaci. Ostatnią przystanią Przystupy jest rezydencja Gun i jej męża Boba. Wreszcie po krótkim epizodzie u Samotnego powraca do Warszawy, oczywiście nie bez przygód. W tym oto miejscu historia wiejskiej dziewczyny ma swój koniec.
Powieść pokazuje od środka życie Polaków, polskich emigrantów katolickich, szwedzkich protestantów poszukujących korzeni, starających się odnaleźć swoje miejsce w świecie. Pomiędzy polerowaniem okien a zamiataniem dywanu poznajemy losy kolejnych rodzin.  Oczyma zamkniętej w sobie bohaterki obserwujemy relacje międzyludzkie, dążenie do władzy, sukcesu, kariery. Przyglądamy się skrywanym pragnieniom, hipokryzji, dulszczyźnie, przemocy, niemoralnym zachowaniom. Wraz z Przystupą odsłaniamy brudy i ścieramy pozory.
Książka jest ciekawa, podobają mi się używane niekiedy przez autorkę poetyckie porównania, metafory i opisy. Plus jej stanowią według mnie także wtrącenia z języka szwedzkiego, którego po przeczytaniu aż zapragnęłam się uczyć lub choćby poszerzyć swą wiedzę o nim i Szwecji jako takiej, mimo że ani język ani kraj nie został raczej przedstawiony jako szczególnie pozytywny czy przyjemny. Za minus uważam jednak bardzo dosłowne, niekiedy ordynarne wręcz, opisywanie wszelkich scen erotycznych. Domyślam się, że ukazanie ich w taki sposób było celowym zabiegiem, jednak jakoś nie przemawiało do mnie to kilkukrotne obrazowanie strużek spermy czy współżyjącej pary. Denerwuje czasem przedstawienie Przystupy jako niezaradnej, niewyrazistej, choć i to ma swój cel - swoisty brak jakiegokolwiek nacechowania bohaterki pozwala przenikać przez nią jak przez szkło, stworzyć własną opinię. Podsumowując, książkę czyta się całkiem dobrze. Autorka porusza ciekawe zagadnienia i dogłębnie rysuje portrety drugoplanowych bohaterów. Generalnie stwierdzam, że warta poświęconego jej czasu.  Była to pierwsza książka Grażyny Plebanek, po którą sięgnęłam. Być może będę miała okazję przeczytać coś jeszcze jej autorstwa, by dopiero wtedy utworzyć sobie obraz ogółu jej twórczości. Przystupa bowiem jest powieścią specyficzną.

23:57, ewelina_julia , Czytam
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 czerwca 2009
Jagodowa miłość

 

Nie da się ukryć, że jedną z moich ulubionych wokalistek jest Norah Jones. To właśnie ona stała się jednym z powodów, dla których zapragnęłam obejrzeć "Jagodową miłość" Nie żałuję zupełnie, film bardzo mi się podobał i okazał się o wiele lepszy niż się tego spodziewałam. Mimo kategorii 'Romans' nie jest zwykłą historią miłosną, ale pokazuje też kilka innych motywów. Zdecydowanie produkcja na tak!
Elizabeth (Norah Jones) to pełna uroku kobieta, którą poznajemy w momencie, gdy upewnia się, że jest zdradzana. Z tego powodu kończy swój związek.  Wstępuje do baru, gdzie nawiązuje znajomość z właścicielem o imieniu Jeremy (Jude Law) oraz kształtuje swoje stałe menu, w skład którego wchodzi ciasto jagodowe z lodami. Po pewnym czasie wyrusza w podróż, zatrudnia się na dwie zmiany jako barmanka oraz kelnerka kawiarni, byle tylko nie mieć czasu na dręczące myśli. Tam słucha zwierzeń smutnego policjanta - Arniego - będącego wieloletnim alkoholikiem (David Strathairn), który rozstał się z żoną (Rachel Weisz). Następnie podejmuje pracę w kasynie, gdzie poznaje hazardzistkę Leslie (Natalie Portman),wraz z którą wyrusza w drogę do Las Vegas. Poznaje historię Leslie i jej relacji z ojcem. Przez cały ten czas bohaterka śle listy do Jeremy'ego, w których relacjonuje wydarzenia oraz opisuje własne uczucia, refkleksje. Nie podaje adresu zwrotnego, co sprawia, że mężczyzna, uświadomiwszy sobie, jak bardzo stała się dla niego ważna, stara się ją odnaleźć, jednak bezskutecznie. Kiedy już Elizabeth poukłada swoje myśli, wraca do baru Jeremy'ego i tradycyjnie zamawia jagodowe ciasto. :) To w tzw. telegraficznym skrócie, przez co całość zapewne znacznie traci na wartości. Wolałabym jednak, abyście sami zapoznali się z tą nastrojową produkcją. "Jagodowa miłość" to opowieść o romantycznej miłości, ale także o kształtowaniu przyszłości przez przeszłość, odkrywaniu własnej osobowości oraz nieumiejętności doceniania tego, co się posiada. Ciekawy scenariusz, talent reżyserski, zachwycająca ścieżka dźwiękowa, urzekające krajobrazy, doborowa obsada i świetna gra aktorska - to wszystko sprawia, że film jest niezwykle przyjemny w odbiorze.
Z pewnością mogę polecić ten film, a sama czuję, że w przyszłości jeszcze kilka razy go obejrzę. Jeżeli prawdą jest, że reżyser, Wong Kar Wai, ma w swoim dorobku wiele lepszych produkcji od "Jagodowej miłości", to już nie mogę się doczekać!

 

 

 

 

 



A na koniec cytat, który mi się spodobał.
'W ostatnich dniach uczyłam się, jak nie ufać ludziom. Cieszę się, że oblałam. Czasami polegamy na ludziach jak na lustrze, aby określić , kim sami jesteśmy i każde odbicie tworzy mnie coraz bardziej'

19:08, ewelina_julia , Oglądam
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 czerwca 2009
Dziewczyna z Pomarańczami - Jostein Gaarder

 

Z książką pt. "Dziewczyna z Pomarańczami" spotkałam się pod koniec kwietnia, kiedy to koleżanka pożyczyła mi ją, mówiąc 'sądzę, że powinna Ci się spodobać'. Wtedy też przeczytałam i w istocie - spodobała się.
Życie piętnastoletniego Georga ulega zmianie, gdy chłopiec otrzymuje list, którego nadawcą jest jego nieżyjący ojciec. Mężczyzna zmarł, gdy chłopak miał zaledwie cztery lata.  Znaleziony w starym dziecięcym wózku list sprawia, że nastolatek dojrzewa, patrzy na świat z innej perspektywy. Ojciec przedstawia w swoim liście historię swojej miłości do tytułowej Dziewczyny z Pomarańczami, opowiada o dochodzeniu do odkrycia tajemnic, jakie się z ową dziewczyną wiązały. Przekazuje również Georgowi swój zachwyt nad światem, umiejętność dostrzegania niezwykłości w każdym szczególe, potrzebę kontaktu z naturą, zainteresowania astronomiczne. Będąc świadomym swojego bliskiego odejścia, stawia pytania o sens życia w obliczu śmierci.  Chłopiec szuka odpowiedzi na pytania ojca, zastanawia się nad światem, czasem, przemijaniem, śmiercią, istotą życia. Efektem owych przemyśleń jest właśnie książka - Dziewczyna z Pomarańczami, która stanowi wspólne dzieło ojca (zdecydowaną większość stanowi bowiem treść listu) oraz syna (wstęp, komentarze, opis przeżyć, podsumowanie).
Dziewczyna z Pomarańczami to powieść dla młodzieży, polecam jednak sięgnąć po nią czytelnikom w każdym wieku. Przedstawia zarówno ciekawą (choć niestety, momentami dość przewidywalną) historię miłosną, jak i rozważania nad fenomenem życia. Szybko się ją czyta, a fabuła wywołuje zainteresowanie dalszym biegiem wydarzeń. Może nie jest to jakaś górnolotna powieść, ale warto się czasem zastanawiać. Odebrana przeze mnie pozytywnie, postanowiłam przeczytać też inną książkę tego norweskiego pisarza, najprawdopodobniej okaże się nią "Świat Zofii". A "Dziewczynę z Pomarańczami" polecam już dziś. :-)

23:54, ewelina_julia , Czytam
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 czerwca 2009
Aby, czyli dlaczego powstał blog.

aby dłużej pamiętać
aby doskonalić swój warsztat literacki
aby zmobilizować siebie do jeszcze częstszego oglądania, czytania, słuchania
aby móc dzielić się z innymi, dyskutować, rozważać
aby utrwalać chwile i przeżycia
aby nie czytać i nie oglądać jedynie powierzchownie
aby zachęcić do czytania

15:43, ewelina_julia
Link Komentarze (1) »
Zakładki:
01) Czytający
02) Przeczytane '10
03) Przeczytane '09
04) Oglądający
05) Obejrzane '10
06) Obejrzane '09
07) Obejrzane '08
08) Słuchający
09) Przesłuchane
10) Kulturalni
11) Szablon